Ilekroć jestem w Krakowie, przypominam sobie o tej sprawie.
Marek to polonijny biznesmen, który długo prowadzi swoją firmę kontraktorską. Dwoje dzieci. Żona Monika. Jego hobby była i zapewne jest piłka nożna. Kiedyś grał w piłkę w polonijnym klubie, a teraz jest wiernym sponsorem. Marek wychował się w Krakowie. Jego ukochany klub to Wisła Kraków. Marek mieszkał w blokach na osiedlu Prokocim i tam dalej mieszkają jego rodzice.
Żona, Monika, była z Augustowa, więc nie znała krakowskich klimatów. W Krakowie trzeba się po prostu urodzić, żeby to czuć. Marek odwiedzał rodziców raz, czasami dwa razy w roku, bo musiał pilnować firmy. Miał trzy grupy. Niekiedy pracowali wszyscy razem, ale przeważnie osobno na trzech budowach.
Pewnego razu Marek przyjechał do Polski w celu odwiedzenia rodziców. Synowi obiecał, że kupi mu małego fiata zwanego maluchem, żeby mieli czym jeździć na paradę w Chicago.
Marek miał szczęście, bo wtedy grała akurat krakowska Wisła, postanowił więc iść na mecz. Wcześniej planował wstąpić do optyka Kowalczyka przy ulicy Zwierzynieckiej, potem pójść na mecz i wypić na stadionie zimne piwko i zjeść kiełbaskę z grilla. Idąc rozkopaną ulicą Zwierzyniecką, coraz bardziej odczuwał głód. Cieszył się bardzo, że będzie mógł obejrzeć mecz ukochanej drużyny, mrucząc pod nosem: „Jazda, jazda, jazda, biała gwiazda”. Marek stwierdzil, że kiełbasa kiełbasą, ale musi zjeść coś konkretnego. Kiedy doszedł pod „Jubilat”, zobaczył na rogu bar mleczny, do którego chodził, gdy studiował. „To on jeszcze istnieje?” – pomyślał i ruszył do przejścia
podziemnego i do baru. Tam nic, ale to nic się nie zmieniło! No może nie było tej lodówki z napojami, bo dawniej piło się ciepłe napoje.
– Poproszę flaczki – i pani podniesionym głosem krzyknęła: „Zamawiam raz flaki!”. Pani była ubrana w czepek i podomkę jak dawniej, za starych czasów.
Marek odebrał flaczki na plastikowej tacce i próbował znaleźć miejsce przy stoliku, żeby je skonsumować.
– Przepraszam, czy tutaj jest wolne?
– Tak, proszę usiąść.
– Smacznego – Marek pożyczył atrakcyjnej szatynce, która pozwoliła mu się przysiąść. – Dawno tu nie byłem. Ile? Dawno. No ze 25 lat.
– O, to rzeczywiście długo – odpowiedziała nieznajoma.
– Wie pani, to nie to, że mnie nie stać na lepszą restaurację. Idę na mecz na Wisłę i zobaczyłem szyld „Flisak”, i sobie przypomniałem stare dobre dzieje.
– A pan wyjechał z Krakowa?
– Tak, mieszkam w Chicago.
– A wy tam macie polską restaurację?
– Nie, nie mamy. Proszę sobie wyobrazić, że mamy bary i jadłodajnie, ale restauracji nie mamy. O, zapomniałbym, kiedyś mieliśmy, ale się pozamykały. Była „Marewa Orbit” i „Lutnia” – elegancka restauracja, białe obrusy, świeże kwiaty na stołach. W „Lutni” miałem pierwszą randkę z moją Moniką.
– Czyli żona?
– Tak. Mieliśmy tam chrzciny, komunię. Była na żywo muzyka. Bardzo smaczne jedzenie i romantyczna atmosfera.
– I co się stało z tą „Lutnią”?
– Właściciele sprzedali. Wiesz, dzielnica się zmienila na gorsze. Ja tak walę na „ty”. Marek jestem.
– Dorota.
– A ty, Dorotko, jesteś z Krakowa?
– Tak. I też mam sentyment jeszcze ze studiów, i czasami lubię tu wpadać.
– A co studiowałaś?
– Byłam na WSP. A ty, Marku?
– AGH, ale nie skończyłem. Wziąłem dziekankę i dałem dyla do Stanów.
– A czym się w tym Chicago zajmujesz?
– Mam bardzo odpowiedzialną pracę.
– O, a jaką?
– Mam ponad trzy tysiące ludzi pod sobą.
– Wow! A konkretnie?
– A konkretnie koszę traktorem trawę na cmentarzu.
– Ha, ha, ha – Dorota parsknęła śmiechem i opluła jedzeniem Marka. Szybko wzięła serwetkę i zaczęła go wycierać. – Okay, ale bez jaj, tak na serio, czym się zajmujesz?
– Jestem kontraktorem.
– Czy to znaczy, że zawierasz kontrakty?
– Zajmuję się, Dorotko, budowlanką.
– Okay.
– Dasz się zaprosić na kawę? Bo tutaj dawniej była zbożowa. Jak się ona nazywała?
– Inka.
– To co, szybka kawka? – Marek zapytał ponownie.
– Okay – zgodziła się Dorota.
– Mam pomysł. Chodźmy do „Loży”. Tam parzą dobrą kawę.
cdn.
P.S. Imiona bohaterów i niektóre okoliczności, mogące ich zidentyfikować, zostały zmienione.
Dalsza część artykułu dostępna po zakupie prenumeraty lub tego numeru.

Polski magazyn kryminalno-reportażowy tworzony w Chicago.
Prawdziwe historie • Reportaże • Kryminały • Chicago Noir
Z Archiwum Polonijnego Detektywa
Chicago, Illinois
(847) 274-0099
E-mail: redakcja@zarchiwumpolonijnegodetektywa.com
© 2026 Z Archiwum Polonijnego Detektywa. Wszelkie prawa zastrzeżone.